Dlaczego jedni chorują, a inni nie? Wywiad z Immunologiem



 

 

 

Co ma wpływ na naszą odporność? Dlaczego jedni chorują, a inni nie?

Na te i inne pytania odpowiada prof. dr hab. med. Maciej Siedlar, kierownik Katedry Immunologii Klinicznej i Transplantologii, Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum, wieloletni Konsultant Krajowy w dziedzinie immunologii klinicznej.

 

 

Nie ma jednoznacznej, dobrej odpowiedzi na to pytanie. Układ odpornościowy osób zdrowych w warunkach normalnych, nie w skrajnych, wystawionych tak jak np. teraz na zarażenie wirusem SARS-Cov-2, różni się funkcjonalnie u poszczególnych osób pod względem wydolności swej odpowiedzi przeciwinfekcyjnej.

 

 

Warto zdać sobie sprawę z tego, że najważniejsze przełożenie na zachorowalność mają osobniczo zmienne różnice fizjologiczne w funkcjonowaniu układu odpornościowego. Jedni po prostu lepiej poradzą sobie z wirusem, inni nie, oczywiście nie dotyczy to sytuacji skrajnych, kiedy mamy do czynienia z tzw. pierwotnymi lub wtórnymi niedoborami odporności, gdzie odpowiedź ze strony układu immunologicznego jest z założenia upośledzona. Niestety, niedobory odporności nie zawsze są w porę diagnozowane i dowiadujemy się o nich często dopiero w takich, jak obecnie, sytuacjach. Właśnie z tego powodu prowadzone są obecnie intensywne badania mające na celu wykrycie defektów leżących u podłoża upośledzonej odpowiedzi odpornościowej na infekcję wirusem SARS-Cov-2 (wywołującym chorobę – COVID-19) w przypadku osób młodych, które teoretycznie powinny sobie dobrze poradzić z tym patogenem.

 

 

 

Co jest odporność nieswoista i swoista?

 

 

Odporność nieswoista to odporność wrodzona, na którą praktycznie nie mamy zasadniczego wpływu. Związana jest z pewnymi istniejącymi od urodzenia, podobnymi u wszystkich mechanizmami rozpoznawania przez komórki układu odpornościowego konkretnych struktur mikroorganizmów, jako „obcych” oraz po rozpoznaniu niszczenia tychże mikroorganizmów. Jest to odpowiedź relatywnie szybka, uruchamiana zaraz po wniknięciu drobnoustroju do naszego organizmu, nieindukująca tzw. pamięci immunologicznej (przynajmniej dotychczas tak się wydawało).

 

 

Odporność swoista jest odpornością nabytą w drodze szczepień lub przechorowania jakiegoś zakażenia. Układ odporności musi się jej nauczyć, tzn. zetknąć, chociaż raz z wirusem lub bakterią (często je eliminując), dzięki czemu, przy następnym kontakcie, będzie w sposób szybszy i bardziej dynamiczny, swoiście odpowiadał i eliminował różnymi mechanizmami ten lub podobny patogen. W funkcjonowaniu tego rodzaju odporności ważną rolę odgrywają tzw. komórki pamięci limfocytów typu T lub typu B.

 

 

 

Czy w takim razie, jeśli każdy z nas zetknie się z tym wirusem, to przestanie on być tak groźny?

 

 

 

Prawdopodobnie tak. Ale tylko prawdopodobnie – mamy jeszcze słabe dowody na to, że tak się rzeczywiście stanie u wszystkich osób, które przechorowały COVID-19. Szacuje się, że epidemia zniknie, jeśli z wirusem SARS-Cov-2 zetknie się/przechoruje COVID-19 w sposób jawny lub ukryty ok. 80% naszej populacji. Na razie nie wiemy, czy tak się rzeczywiście stanie. Wówczas, być może, wytworzy się tzw. odporność populacyjna/grupowa i w naturalny sposób zakażenie wygaśnie. Nie oznacza to, że, podobnie jak w przypadku grypy, zakażenie nie będzie okresowo powracało. Oczywiście, alternatywą są leki dla tych, którzy się z wirusem wcześniej nie zetknęli lub po prostu szczepionki, i na to wszyscy czekamy. Możemy przypuszczać, że podobnie, jak w przypadku wirusa grypy, wirus SARS-Cov-2 prawdopodobnie także będzie mutował i zmieniał swój zestaw (przynajmniej niektórych) antygenów, co będzie rodziło konieczność sezonowego dostosowywania szczepionki do bieżących potrzeb. Ale o tym będziemy się mogli dopiero przekonać w przyszłości. Oczywiście, dopiero wtedy, kiedy szczepionka będzie dopuszczona do powszechnego użytku, bo w chwili obecnej dopiero trwają intensywne prace nad jej stworzeniem.

 

 

 

Dlaczego warto się szczepić?

 

 

 

Bo każda choroba wirusowa rodzi ryzyko lżejszych lub cięższych powikłań, bez względu na to, czy daną chorobę „wyleżymy w łóżku” czy nie. Tak jest np. w przypadku grypy, na którą każdy powinien się zaszczepić, a już przede wszystkim osoby mające kontakt z wielu innymi ludźmi: lekarze, nauczyciele, sprzedawcy, uczniowie, studenci, itp., a szczególnie ci ze stwierdzonymi chorobami przewlekłymi (zwłaszcza w wieku podeszłym) i wybranymi niedoborami odporności. Właśnie dzięki temu buduje się odporność populacyjna, zwłaszcza dotycząca osób tworzących „słabe ogniwa” łańcucha przenoszenia się infekcji; wirus nie ma jak się rozprzestrzeniać i nie mając odpowiednich punktów uchwytu do swego dalszego rozwoju epidemia po prostu wygasa.

 

 

 

Co się dzieje po szczepieniu?

 

 

 

Nasz system odpornościowy wykształca mechanizmy, dzięki którym walczy w sposób ukierunkowany i efektywny z wirusem już we wczesnej fazie po jego wniknięciu do organizmu. Nie musi „uczyć się” od początku rozpoznawania struktur wirusowych, czy bakteryjnych, co samo w sobie jest czasochłonne. Warto pamiętać, że od zakażenia do wykształcenia pełnych objawów infekcji np. wirusowej - upływa pewien czas, i właśnie ten czas jest już wykorzystywany przez nasz „wyedukowany” wcześniej szczepieniem układ odpornościowy, aby zareagować w sposób szybki, swoisty i prawidłowy, zanim infekcja rozwinie się na dobre.

 

Czy tak samo będzie w przypadku wirusa SARS-Cov-2?

 

 

Prawdopodobnie tak, jeśli szczepionka zostanie dopuszczona do powszechnego użycia, oby jak najprędzej. Na razie nie pozostaje nam nic innego jak pozostać w domu, w sytuacji, kiedy rozwinie się u nas infekcja. Niekoniecznie musi to być od razu COVID-19, ale może to być popularna grypa (dla której, oprócz szczepień, dysponujemy odpowiednimi lekami) lub inne wirusowe, sezonowe zakażenia dróg oddechowych. Oczywiście należy wtedy zasięgnąć porady lekarskiej. Stosując leczenie objawowe połączone ze spoczynkowym dajemy szansę organizmowi na regenerację, nie obciążamy go dodatkowo innymi czynnikami stresującymi, no i przede wszystkim nie przenosimy infekcji dalej, co w obecnej sytuacji jest najważniejsze.

 

 

A co z temperaturą w takiej sytuacji? Zbijać ją czy nie? Czy to prawda, że jej pojawienie się świadczy o tym, że nasz organizm walczy z chorobą?

 

 

 

Nieco podwyższona temperatura (ok. 37,5 st. C, w granicach 38 st. C) pomaga w zwalczaniu infekcji wirusowych, ponieważ indukuje w wybranych populacjach limfocytów syntezę np. interferonów różnego typu mobilizujących komórki układu odpornościowego do intensywniejszej, dostosowanej do warunków zakażenia pracy.

 

Nie stawiałbym jednak tutaj ścisłych granic, bo warto zadbać o to, aby nawet w chorobie czuć się komfortowo. Musimy pamiętać o tym, że utrzymująca się długo temperatura 39 lub 40 stopni jest destrukcyjna z różnych względów dla naszego organizmu, natomiast temperatury, które uważa się nawet za stany podgorączkowe, w granicach 37,5-37,8 st. C są zwykle akceptowalne i relatywnie dobrze znoszone. Zwykle zażywamy środki przeciwgorączkowe dopiero generując gorączkę ok. 38 st. C i powyżej, jednak wszystko jest w tym przypadku kwestią indywidualną.

 

 

Co zrobić, żeby nie zachorować na COVID-19?

 

 

 

Nie ma obecnie idealnych, pewnych środków. Możemy jedynie minimalizować prawdopodobieństwo zakażenia. Należy przestrzegać zasad izolacji i higieny, unikać kontaktu z innymi ludźmi, zachowywać bezpieczną odległość 2 m od drugiej osoby, myć często ręce wodą z detergentem, np. mydłem lub, jeżeli nie ma takiej możliwości, używać rękawiczek i „antybakteryjnych” żeli o właściwościach antywirusowych, stosować się do ogólnych zasad organizacji życia zbiorowego, a także wietrzyć pomieszczenia, w których przebywamy. Niektórzy myją nawet opakowane w plastik zakupione towary lub pozostawiają je wiele godzin, nie dotykając, w „kwarantannie”. Nie do przecenienia jest, chociaż w pewnych aspektach nieco dyskusyjne, powszechne używanie różnego typu maseczek na twarz.

 

 

 

Czyli wietrzymy mieszkania?

 

 

 

Nie tylko, dotyczy to wszystkich pomieszczeń, w tym klatek schodowych i biur, w których pracujemy. Uchylone okna i lekkie przeciągi zmniejszają bowiem stężenie unoszących się w powietrzu cząsteczek wirusów, co jest w tym przypadku dodatkowym czynnikiem sprzyjającym uniknięciu zakażenia. Więc jeśli tylko możemy, zapewnijmy sobie dostęp do świeżego powietrza. Starajmy się unikać przebywania w windach, a także niestety starajmy się unikać pomieszczeń centralnie klimatyzowanych. Niedawne obserwacje z amerykańskich szpitali i statków wycieczkowych niestety mówią, iż wirus SARS-Cov-2 może się utrzymywać w instalacjach klimatyzacyjnych wiele dni i może być za ich przyczyną przenoszony na dalekie dystanse.

 

 

 

A jak jest z wirusem na wolnym powietrzu? Czy idąc na spacer z psem, możemy się nim zarazić?

 

 

 

W medycynie nigdy nie mów „nigdy” i nigdy nie mów „zawsze”. Mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia, jest to jednak bardzo mało prawdopodobne zakładając, że będziemy trzymali bezpieczną odległość od innych osób. Teoretycznie, wirus SARS-Cov-2 nie utrzymuje się długo w odpowiedniej koncentracji w powietrzu na zewnątrz i może wywołać zakażenie tylko w momencie, kiedy zarażona osoba kaszle/kicha w sposób niekontrolowany bezpośrednio na nas. Stąd zalecenie o zachowaniu minimum 2 m odległości pomiędzy poszczególnymi osobami, np. w kolejce do sklepu, i kaszleniu „w rękaw”. Oczywiście, są to bardzo „zgrubne” zalecenia i mogą one z czasem ulec modyfikacji, więc dla pewności warto omijać się szerokim łukiem na spacerze.

 

 

 

Dlaczego jedni umierają na COVID-19, a inni nie?

 

 

 

Jest to kwestia obecnie szeroko dyskutowana w gronie specjalistów. Nie ma jednego wytłumaczenia tego faktu, a w obiegu funkcjonuje wiele koniecznych do sprawdzenia hipotez. Z różnymi koronawirusami miewaliśmy kontakt najprawdopodobniej w przeszłości; szacuje się, że 10-20% sezonowych infekcji górnych dróg oddechowych, to były/są infekcje koronawirusowe. Prawdopodobnie to właśnie dlatego (to oczywiście są na razie tylko przypuszczenia) niektórzy z nas chorujący lekko lub bezobjawowo mogą mieć już pewną wytworzoną w przeszłości odporność na niektóre antygeny występujące powszechnie pośród koronawirusów i rozpoznawać teraz podobne antygeny występujące na wirusach SARS-Cov-2, co niekoniecznie da się sprawdzić testami tzw. serologicznymi. Dotyczy to także właścicieli zwierząt domowych, np. psów oraz kotów, ponieważ zwierzęta te mogą być źródłem niegroźnych dla człowieka nadkażeń koronawirusami zwierzęcymi. Ostatnio bardzo głośno mówi się o korzystnym wpływie populacyjnych szczepień BCG, które w pewien szczególny sposób miałyby długotrwale modyfikować aktywność nieswoistego ramienia układu odpornościowego, co zupełnie niespodziewanie byłoby obecnie czynnikiem sprzyjającym w walce z zakażeniami wirusem SARS-Cov-2.

 

 

Ogromne znaczenie ma tutaj wiek pacjentów i współwystępujące u nich choroby przewlekłe, zwłaszcza metaboliczne i nowotworowe, a także niekorzystnym czynnikiem jest np. niekontrolowana astma oskrzelowa. Dzieci chorują rzadko, młodzież podobnie, oraz (z pewnymi wyjątkami) osoby do ok. 50-go roku życia. W przypadku dzieci prawdopodobnie ekspresja pewnych białek stanowiących punkt uchwytu dla wirusa SARS-Cov-2 na komórkach nabłonków dróg oddechowych, czy w mięśniu sercowym, jest po prostu niższa niż u osób dorosłych, przez co wirus nie ma wystarczająco wielu punktów zakotwiczenia się w układzie oddechowym. W przypadku w pełni zdrowych osób młodych, do ok. 50-60 r.ż. ich mechanizmy odpornościowe są w pełni wykształcone i dojrzałe, gotowe na zmierzenie się z intruzem. O ile oczywiście osoby te nie posiadają ukrytych zaburzeń dotyczących funkcjonowania tychże mechanizmów odpornościowych, o których istnieniu wcześniej po prostu nie wiedziały.

 

 

Jak sprawdzić, czy nasza odporność jest wystarczająca? Po liczbie chorób w ciągu roku? Kiedy powinniśmy się zacząć martwić?

 

 

 

Nasza odporność rodzi się i rośnie wraz z nami. Kształtuje się ona latami i to właśnie dlatego jej pełnię zyskujemy dopiero w wieku ok. 14-15 lat. Szacuje się, że dziecko przedszkolne/szkolne może chorować na banalne infekcje wirusowe górnych dróg oddechowych do ok. 7-8 razy rocznie, zakładając, że są to infekcje sezonowe, krótkie (trwające około tygodnia), bez powikłań i bez nadkażeń bakteryjnych, dobrze reagujące na typowe, najczęściej objawowe leczenie. Albowiem ok. 80-90% wszystkich infekcji sezonowych jest właśnie infekcjami wirusowymi, z którymi zazwyczaj doskonale sobie radzimy.

 

Tzw. popularnie rozumiana „odporność” wykazuje dwa „dołki” w ciągu życia każdego z nas: do około 10-15 roku życia, a następnie u osób po 60 r.ż. – i to te ostatnie, najstarsze osoby właśnie najbardziej powinny o siebie dbać, unikając ryzyka zarażenia wirusem SARS-Cov-2, chociaż i tutaj są wyjątki. Osobnym problemem są zakażenia wśród wcześniaków, ale to już zupełnie inna historia.

 

 

 

Czy tryb życia i głęboko pojęta higiena życia wzmacniają naszą odporność?

 

 

 

Zdecydowanie tak. Układ odpornościowy pracuje wydajniej, jeśli uprawiamy sport i codziennie podejmujemy aktywność fizyczną (w tej chwili możemy ćwiczyć w domu), odpowiednio się odżywiamy i stosujemy zróżnicowaną dietę dostarczającą niezbędnych witamin i minerałów oraz wartości odżywczych, wysypiamy się oraz unikamy stresu. Tylko kto obecnie spełnia te wszystkie przykazania, to już jest odrębną kwestią. Warto pamiętać, że zbyt intensywny, wyniszczający fizycznie tryb życia, brak odpoczynku i funkcjonowanie w ciągłym napięciu mogą wpłynąć na wydajność naszego układu odpornościowego i sprawić, że będziemy chorować częściej, niż zwykle. Wiąże się to np. z zaburzeniami wydzielania pewnych hormonów, dla których komórki układu odpornościowego mają receptory i reagują na ich podwyższone lub obniżone stężenie w płynach tkankowych.

 

 

Jeśli jesteśmy podatni na infekcje i potrzebujemy dodatkowego, delikatnego wsparcia, możemy skorzystać z gotowych suplementów diety pochodzenia naturalnego, np. preparatów laktoferyny, kolostrum lub glukanów, które przy dłuższym stosowaniu mogą prawdopodobnie korzystnie modulować funkcjonowanie naszego układu odpornościowego. Warto w tym miejscu pamiętać o Wit. D3, ze względu na niskie nasłonecznienie w naszej części świata, zwłaszcza teraz, kiedy mamy ograniczoną możliwość opuszczania domu.

 

 

Pamiętajmy jednak, że nie ma jednego, złotego środka na poprawienie „odporności”. Na efekty trzeba czekać długo i z pewnością nie będą one zauważalne od razu, bo na lepszą kondycję pracuje się miesiącami a nawet latami. Układ odpornościowy jest systemem precyzyjnie regulowanym i jego powrót do równowagi, nawet po zwyczajnej chorobie wirusowej, zajmuje sporo czasu.

 

 

Jakie są prognozy odnośnie trwania pandemii COVID-19?  

 

 

 

Przypuszcza się, że wcześniej lub później większość z nas jednak przebędzie infekcję wywołaną wirusem SARS-Cov-2, chyba, że szybko zostanie wdrożony celowany program szczepień lub zostaną wprowadzone leki, dzięki którym zakażenie to stanie się niegroźne i szybko wyleczalne. Jednak już w chwili obecnej musimy zrobić wszystko, aby ją spowolnić i dać czas służbie zdrowia, aby wypracowała pewne modele skutecznego postępowania, zwłaszcza z najciężej chorymi pacjentami, którzy najgorzej znoszą COVID-19.

 

 

 Dziękujemy za wywiad.